czwartek, 31 marca 2016

 100 wyświetleń!!! jestem "świeżą" blogerką i  jest to dla mnie niesamowicie dużo. Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału ale jak już wspominałam (chyba... jestem strasznym sklerotykiem XD) maaam starszą siostrę, która przywłaszcza sobie komputer. A teraz rozdział  😄

                            

                                         ROZDZIAŁ 4

Gwałtownie obróciłam się z duszą na ramieniu wyobrażając sobie Kastiela stojącego za mną i szczerzącego na mnie białe kły. Lecz ku mojemu zdziwieniu ujrzałam tam białowłosego opierającego się o oparcie mojej ławki. Uspokoiłam się, ale na myśl o tym, że Rozalia gdzieś tu czycha przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. 
-Cześć? To znaczy eeee...
    Najlepsze było to, że oprócz Rozalii nie miałam powodu by mieć do niego jakieś zrażenie a jednak starałam się go unikać jak mysz kota. Róóżno-oki przeleciał mnie wzrokiem po czym ze zdziwieniem zapytał
-Czemu jesteś w stroju gimnastycznym?
   Faktycznie... Dopiero teraz zauważyłam iż jestem nie przebrana a strój miałam w szafce. 
-Eeee... No wiesz zemdlałam a po-potem no i eeee... Co?
   Lysander zdjął płaszcz i narzucił mi go na ramiona. Powiedział, że odprowadzi mnie do szkoły bym mogła wziąć swoje rzeczy. Skierowaliśmy się w stronę szkolnego budynku.  Przez całą drogę nic nie pisnęłam. Nie minęła dziesięć minut jak już otwierałam szafkę. Wzięłam z niej rzeczy i skierowałam się w kierunku toalet. Białowłosy zatrzymał się przed drzwiami i oparła się o ścianę. Przebrałam się poprawiłam makijaż i wyszłam. O dziwo różno oki nadal opierał się o ścianę i zapisywał coś w małym zeszycie, z którego wystawało pełno karteczek samoprzylepnychobNa mój widok odbił się z gracją od ściany na której się opierał i w ułamek sekundy znalazł się obok mnie. Niepewnie ruszyłam w stronę wyjścia. Po jakimś czasie znudziła mi się ta cisza więc postanowiłam zagadać do Lysandra.
-Co pisałeś w tym zeszycie?
 Białowłosy spojrzał na mnie i z lekkim wachaniem odpowiedział
-Zapisuję w nim teksty moich piosenek.
 Z zaciekawieniem spojrzałam na chłopaka i zaryzykowałam kolejne pytanie.
-Mogę zerknąć?- różno oki zrobił się czerwony na twarzy.
-Kiedyś ci pokarzę, ale jeszcze nie dziś- jego mina nabrała tajemniczego wyrazu. Po chwili znaleźliśmy się w parku i usiedliśmy na ławce. Podciągnęłam kolana pod brodę i zapatrzyłam się w wodę spadającą kolejno po pułkach dużej, białej ozdobnej fontanny, gdy nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam na nim zdjęcie mamy. Nagle coś mnie tknęło. Zerknęłam na godzinę. 17:55!!! Nerwowo nacisnęłam zueloną słuchawkę.
-Mamo?!... Tak, tak już idę. Zasiedziałam się. Rozmawiałam z...- w tym momęcie spojrzałam na Lysandra-... Kolegą z klasy... To na razie- wstałam z ławki i pomachałam "koledze z klasy". -to na razie- uśmiechnęłam się do niego serdecznie.
-Do jutra.
 Odeszłam od ławki i pobiegłam di domu. Gdy już się w nim znalazłam krzyknęłam tylko "jestem!", zrobiłam sobie na szybko kanapkę z serem i pobiegłam do mojego pokoju. Strasznie bolała mnie głowa. Ale miałam ochotę nieco wyciszyć się przed snem. Wyciągnęłam z szafy gitarę i zaczęłam grać cichą piosenkę. Muzyka to moje życie. Nie jakieś  tam głupie sesje czy coś. Gram na gitarze, flecie, keyboardzie i hskrzypcach. Choć znając moją starą nauczycielkę muzyki to strasznie mało.
Ale teraz już praktycznie nie myślałam. Kręciło mi się w głowie. Wzięłam mój ulybiony ręcznik i poszłam wziąć ulubionom ciepłą kompiel z płynem o zapachu jabłka i cynamonu. Kąpiel trwała bardzo długo lecz w pewnym momencie stwierdziłam że moje dłonie są dość pomarszczone. Wychodząc z pod kabiny włączyłam dmuchawe i ustawiłam ją na trzydzieści stopni tak by ocieplała całą łazienkę. Ubrałam się w wygodne, czarne, dresowe spodnie i w luźny, miętowy top. Rzczesałam moje włosy i związałam je niedbale w wysokiego kucyka. Przeciągając się wyszłam z łazienki i skierowałam sie do mojego pokoju. Mimo wczesnej godziny otuliłam się w ciepły koc i wgramoliłam się pod kołdrę nastawiając budzik na szóstą. Nie wiem kiedy zasnęłam, ale wiem, że mój sen był bardzo świadomy. Szłam korytarzami szkolnymi gdy nagle Roza złapała mnie za rękę. Ciągła mnie mówiąc, że Lysander chce się ze mną spotkać a ja próbowałam się wyrwać. Zaciągnęła mnie na dziedziniec i nagle usłyszałam za mną głośne krzyki Kastiela. Przerażona odwruciłam głowę gdy nagle krzyki przeobraziły się w brzęczenie budzika. Zorientowałłam się, że jest ranek i zmusilam się by otworzyć oczy. Po chwili mi się udało. Lecz gdy w końcu moje oczy przyzwyczaiły się do światła dziennego i wstałam, od razu upadłam na łóżko. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Złapałam się za pulsujące skronie. To pewnie z przemęczenia. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i...
-Dwunasta!?- szybko zbiegłam na dół.
-Nicole!!! Jak ty wyglądasz!!! Jesteś strasznie blada... do łóżka zaraz przyniosę ci śniadanie. - mama pogoniła mnie do pokoju ruchem ręki. Zdziwiłam się, że nie zapyttała dlaczego nie jestem w szkole. Otuliłam się kocem i usiadłam na podłodze opierając się na łóżku. Po chwili mama weszła do pokoju z tacą pełną  naleśników. Bez słowa wzięłam tacę z rąk mamy i cicho zjadłam po czym oddałam ja z powrotem. Leniwie wstałam, ubrałam kapcie i weszłam na balkon. To co tam zauważyłam wstrząsnęło mną do ostatku...


wtorek, 29 marca 2016

OGŁOSZENIE

Mam do was małe pytanko dotyczące rozdziałów. Czy chcecie rozdziały częściej ale krótrze czy długie ale rzadziej? Piszcie w komętarzach... A! Mam też bardzo ważne ogłoszenie... Mam już ponad 100 wyświetleń za co szczerze dziękuję 😊 ale więcej o tym w następnym rozdziale. Czekam na komętarze 😉

wtorek, 1 marca 2016

ROZDZIAŁ 3


Zadowolona usiadłam między mamusią a siostrzyczką i spojrzałam na płytę
-Znowu jakiś romans?-  uderzyłam się otwarta dłonią w czoło. Zostałam jednak by spędzić czas z dziewczynami. Po jakiejś godzinie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otworzę!- podeszłam do drzwi i szybko je otworzyłam
-Witaj Bruno!!! Co cię sprowadza do naszych skromnych progów?- uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Cześć Niki. Przyniosłem ci książki na jutro. Rozmawiałaś z paniczem Natanielem?
-Tak. Mam już wszystkie potrzebne rzeczy. Dobranoc.
-Dobranoc- zamknęłam drzwi i przetarłam oko dłonią ze zmęczenia.
-Idę już spać. Dobranoc
-Dobranoc- odpowiedziały chórem dziewczyny. Weszłam po schodach do mojego pokoju, spakowałam się, wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i otuliłam się ciepłą kołderką. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
                                                                  ***
Obudził mnie dźwięk budzika. Z trudem zeszłam z mojego wygodnego łóżka i skierowałam się w stronę szafy. Wyciągnęłam z niej ciemne dżinsy i blado- różową tunikę na grubych ramiączkach. Poszłam do łazienki i wzięłam chłodny prysznic. Ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż. Związałam moje kruczoczarne włosy w warkocz i związałam różową wstążką w kokardę na końcu. Gotowa zeszłam na dół na śniadanie. 
-Cześć!!!- powiedziałam siadając koło Rose i spoglądając na talerz z goframi i parującą zbożową kawę
-Cześć!!!- odpowiedziały jak to miały w zwyczaju, chórem dziewczyny. Szybko zjadłam śniadanie i rzucając ciche "na razie" ubrałam szary płaszcz i różowe balerinki. Chwytając torbę wyszłam z domu i skierowałam się w stronę przystanku autobusowego. Wsiadłam do autobusu i rozejrzałam się w poszukiwaniu wolnego miejsca. Jedyne było koło Kastiela. 
-Nie mogłaś usiąść gdzieś indziej?- widać było, że straszne się zirytował.
-Nie, nie mogłam! Jak widzisz nie ma innych wolnych miejsc- spokojnie usiadłam koło czerwonowłosego, nałożyłam nogę na nogę, założyłam ręce na piersi i spojrzałam przed siebie. Kątem oka widziałam, że Kastiel chciał jeszcze coś powiedzieć ale zrezygnował. Przez resztę drogi nie rozmawialiśmy. Po paru minutach zobaczyłam już budynek liceum. Spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze  dziesięć minut do początku lekcji. Jak tylko autobus stanął pobiegłam do pokoju gospodarzy. 
-Dzień dobry Natanielu. Czy mogłabym dostać kluczyk do szafki?
-O! Cześć Nicole. Jasne, ze ci dam. to w końcu twoja szafka- blondyn pogrzebał w kieszeni po czym podał mi mały zloty kluczyk z breloczkiem przedstawiającym logo szkoły.
-Dziękuje- wyszłam z pomieszczenia i spojrzałam na kluczyk. Na breloczku był numer szafki- 112. Szłam korytarzami w kierunku mojej szafki. Po chwili otworzyłam ją i włożyłam tam zbędne rzeczy. Miałam teraz wychowawczą. Moim wychowawcą była pani Hilson. Słyszałam, że jest ona jedną z najlepszych nauczycieli więc byłam na nią bardzo pozytywnie nastawiona. 
Gdy weszłam do klasy została jeszcze minuta do rozpoczęcia zajęć. Rozpakowałam się i rozejrzałam się po klasie. Wszyscy bacznie mi się przyglądali. Uwagę przykuła mi pewna dziewczyna o długich, białych, gęstych włosach i o złocistych oczach. Miała twarz zaraz koło mojej i uśmiechała się przyjaźnie.  
-Cześć?- powiedziałam niepewnie i odchyliłam głowę do tyłu. Dziewczyna spojrzała na mnie z oburzeniem.
-Ej! To ja zawsze pierwsza mówię cześć!- po czym znów na jej twarzy zawitał uśmiech.- Cześć, jestem Rozalia a ty?
-J-ja jestem Nicole...- jeszcze bardziej odchyliłam głowę do tyłu
-No nie wstydź się już- Rozalia zbliżyła się do mnie, ale w tym momencie zadzwonił dzwonek na lekcję. Do klasy weszła wysoka, szczupła kobieta o blond włosach spiętych w wysoki kucyk i o uśmiechniętych, dużych pistacjowych oczach. Spojrzała na mnie wesoło i ruchem ręki przywołała mnie do siebie. Niepewnie wstałam z ławki i skierowałam się do kobiety. Podała mi rękę, i powiedziała ciche "dzień dobry". Po chwili w klasie rozbrzmiał się jej ciepły głos.
-Dzień dobry dzieci... powitajmy nową uczennice naszej klasy. Mam nadzieję, że nie będziecie dla niej niemili i przyjmiecie ją bez najmniejszego problemu- w tym momencie spojrzała na jakąś blondynkę. Następnie dała mi głos.
-Eeee... no więc.... cześć... nazywała się Nicole Evans i...- w tym momencie jakaś dziewczyna z tyłu klasy wzięła głos.
-O matko! To ty bierzesz udział w tych sesjach zdjęciowych? Czy to naprawdę ty?
-Nooo... tak- powiedziałam strasznie zmieszana- ale wolałabym żebyście brali mnie za zwyczajną dziewczynę. No to na czym ja... aha! Mam siedemnaście lat, Młodszą siostrę Rose i kotkę. I jak już mówiłam proszę was o uważanie mnie za zwykłą uczennice tej szkoły. To chyba wszystko?- spojrzałam niepewnie na nauczycielkę, a ona przytaknęła mi głową na znak, że mogę odejść. Poszłam do ławki i zaczęłam bawić się długopisem. -Moi drodzy... wyciągnijcie zeszyty korespondencji i  zapiszcie: "We wtorek za dwa tygodnie odbędzie się bieg na orientacje. Chętne pary niech zgłoszą się do pana Borysa. Opłata za osobę to trzydzieści  złotych."
     Resztę lekcji spędziłam na słuchaniu o tym "biegu na orientacje".  W końcu zadzwonił ubłagany dzwonek na przerwę. Wybiegłam z klasy i już miałam skręcić w stronę pracowni plastycznej gdy nagle czyjaś ręka pociągnęła mnie do siebie. Nie trudno było odgadnąć, że to Rozalia.
-Mówiłam już żebyście brali mnie za zwykłą dziewczynę!- powiedziałam lekko już podenerwowana. 
-Ale ja nawet nie wiedziałam, że istniejesz! Chciałam cię tylko i wyłącznie poznać i oprowadzić po szkole! A teraz chodź- znowu poczułam szarpnięcie ręki i wbrew mojej woli białowłosa zaczęła mnie gdzieś ciągnąć. Biegłyśmy po korytarzu a Rozalia po kolei wskazywała na drzwi i mówiła nazwę pomieszczenia. To było tak ekspresowe oprowadzenie, że kiedy znów znalazłyśmy się pod pracownią było jeszcze pięć minut do dzwonka.
-No a teraz najistotniejsza rzecz- powiedziała uśmiechnięta dziewczyna- czy masz chłopaka?-  To pytanie bardzo mnie speszyło aczkolwiek miałam kiedyś chłopaka, który zdradził mnie z jakąś wytapetowaną niunią.
-Nie?- teraz dostrzegłam naprawdę wielki uśmiech na twarzy złotookiej. 
-To ja już mam na niego kandydata... znasz Lysandra? No wiesz ten co ciągle gubi notatnik i wszystkich prosi o pomoc w znalezieniu go.
- No wiesz... ja jestem w tej szkole- w tym momencie spojrzałam na zegarek- niespełna dwie godziny.
-No to muszę cię z nim zapoznać!- ręka białowłosej znowu powędrowała na mojej i już przygotowałam  się na szarpnięcie gdy nagle uradowana usłyszałam głos dzwonka. Z ulgą skierowałam się do pomieszczenia i usiadłam z tyłu koła okna. Po chwili do klasy wszedł nauczyciel i jak to nauczyciele przywitał się z nami. Rozejrzałam się po jasnym pomieszczeniu o błękitnych ścianach. Zobaczyłam, że czerwonowłosego nie ma w klasie. Ale nie przejmowałam  się tym. Kastiel nic a nic mnie nie obchodził. Teraz  skupiłam się na plastyce. Nauczyciel przywitał się ze mną i rozdał wszystkim kartki. 
- Dziś daje wam prawo wyboru. Rysujcie co chcecie rysować. Ale ma być szkic- zaczęłam szkicować łąkę. Nie miałam wprawy w rysowaniu  ale jakoś mi poszło. Na koniec lekcji dostałam słabą piątkę. Wiedziałam, że Rozalia zaraz na mnie naskoczy, dlatego pobiegłam na dziedziniec. Zobaczyłam czerwonowłosego siedzącego pod drzewem i palącego papierosa. Podeszłam do niego i założyłam ręce na piersi, na co on podniósł obojętnie głowę.
-Czego?
-Wagarujesz?
-Bo co?- zmarszczył brwi
-A nic, nic tylko wiesz, że przez coś takiego możesz nie przejść do następnej klasy?
-A co myślisz? Mam dziewiętnaście lat, może chciałbym ukończyć budę ale komu by się chciało chodzić na lekcję?
-Ale gdy się postarasz przez dwa lata to w końcu tą budę ukończysz- uśmiechnęłam się zadziornie do chłopaka, na co on tylko prychnął. Odeszłam od niego i zapatrzyłam się w ziemię. Nagle na kogoś wpadłam. Spojrzałam na białowłosego, wysokiego chłopaka o dziwnych oczach. Jedno było zielone a drugie złociste. Jego końcówki włosów były czarne. On zaś ubrany był w strój epoki Wiktoriańskiej. 
-O! Przepraszam!- chłopak podał mi rękę, a ja skorzystałam.- Jestem Lysander.
-Lysander?- zdrętwiałam na głos jego imienia.- aa-acha... to f-fajnie, j-ja chyba musz-szę już iść- pobiegłam do szafki. Gdy już zobaczyłam, że "niebezpieczeństwo" minęło wzięłam z szafki strój na W-F  i skierowałam się do szatni. Było w niej pełno dziewczyn. Rozalia przedstawiła mnie kilku dziewczynom. Była tam ruda dziewczyna o imieniu Iris, dziewczyna o kruczoczarnych włosach i o ciemnej cerze o imieniu Kim, dziewczyna o fioletowych włosach o imieniu Violetta. Była też pomocniczka Nataniela- Melania, i szkolna reporterka- Peggy. Szybko się przebrałam i na styk a dzwonkiem weszłam na salę gimnastyczną. Tak zwany pan Borys podzielił nas na dwie grupy i zaczęliśmy grać w koszykówkę. Przynajmniej na tej lekcji Kastiel nie wagarował. Przeciwna drużyna miała przewagę ośmiu punktów. Zagapiłam się na kosz gdy nagle poczułam jak piłka uderzyła mnie w głowę z niesamowitą siłą. Upadłam na ziemię a powieki same zaczęły mi opadać na oczy. Ostatnią osobą, którą zobaczyłam była Rozalia pochylająca się nade mną i łaskocząca mnie włosami w nos. Obudziłam się w białym pomieszczeniu.  Nagle pochyliła się nade mną pielęgniarka szkolna. Przypomniałam sobie całą sytuację z piłką. Pielęgniarka pochyliła się nade mną z uśmiechem. 
-Możesz już iść, ale bądź ostrożna i nie rób gwałtownych ruchów. Masz jedną lekcję. Ale nie musisz na nią iść, masz tu zwolnienie- w tym momencie podała mi żółtą karteczkę. wstałam i wolnym krokiem skierowałam się w stronę klasy pana Frazowskiego. Po drodze myślałam o jednej rzeczy. Przecież nie można nie specjalnie z taką siłą uderzyć piłką. Tylko kto chciałby żebym straciła przytomność? Przeszłam koło pokoju gospodarzy gdy nagle drzwi do niego otworzyły się i wyszedł zza nich...
-Ken?!- spojrzałam zszokowana na chłopaka
- Nicole!!! Wiedziałem, że cię tu spotkam!!!- przytulił się do mnie a ja  próbując g ode mnie odciągnąć powiedziałam:
-A-a co ty tu robisz!!! 
-Stęskniłem się za tobą, a gdy dowiedziałem się, że się tutaj przeprowadziłaś to postanowiłem przeprowadzić się do innej szkoły
- I zmieniałeś dom by chodzić do tego liceum!!!
-Nie... ale dla ciebie warto wstać trochę wcześniej.
-Trochę! Przecież to z trzy godziny drogi! Ja też cię lubię i to nawet bardzo, ale... czy ty powariowałeś do reszty!
-Jak ty tak mówisz to chyba tak...-powiedział cicho chłopak. 
- No nic... muszę iść na lekcję. Ty chyba masz już iść do domu?
-Ech... niestety tak- ale w tym momencie Ken się ożywił- to do zobaczenia jutro!!!- odszedł a jak tylko wyszedł z budynku popędziłam do klasy fizycznej. Nagle przystanęłam. No tak... zasłabłam bo zaczęłam biec. A to przecież gwałtowny ruch. W końcu weszłam do klasy, przywitałam się i podałam nauczycielowi zwolnienie. Pan Frazowski  zakreślił coś w dzienniku i pożegnał się ze mną. Wolno kroczyłam korytarzami nie wiedząc co z sobą zrobić. Nagle z przez szkło jakiejś gabloty zobaczyłam czerwoną czuprynę. Podeszłam do wagarowicza.
-Co ty tu robisz?
-To samo co ty... wagaruje, a tak wogóle to o ci do tego?
- Po pierwsze- nie wagaruje bo dostałam zwolnienie od pielęgniarki, po drugie- to mi do tego, że chciałabym pozwiedzać jeszcze trochę szkołę bez wiedzy  tym, że kręcisz się po korytarzach.- na moje słowa Kastiel się ożywił. 
-Chcesz pozwiedzać budę tak? Chodź to pokażę ci fajne miejsce. 
-A co zrobisz kiedy powiem, że nie  zwiedzać szkoły z kimś a już szczególnie nie z tobą?
-Zrobię to co mam zrobić- czerwonowłosy złapał mnie za rękę i tak jak Roza- wbrew mojej woli pociągnął mnie po schodach na ostatnie piętro. Teraz dopiero zauważyłam, że od ostatniego piętra prowadzą jeszcze inne schody. Chłopak pociągnął mnie na nie i po chwili znaleźliśmy się pod jakimiś drzwiami. Kastiel wygrzebał z kieszeni pewnie ukradziony klucz i otworzy je. Od razu zgadłam, że znaleźliśmy się na dachu szkoły. Podeszłam do murku i spojrzałam na krajobraz znajdujący się za nim. Było tam widać całe miasto!!!
-O matko! Jak tu pięknie!!!
-Wiem. Dlatego cię tu przyprowadziłem- usiadł na murku i wyciągnął papierosa. Uśmiechnęłam się zadziornie i powiedziałam dla żartu
- Widzę, że się we mnie podkochujesz.- Kastiel podniósł na mnie wzrok i odparł.
-Nie tyle co mi się podobasz-  powiedział zamykając od środka drzwi, co niesamowicie mnie przeraziło- ale... a zresztą, róbmy co mamy robić- podszedł do mnie i złapał mnie za ręce, po czym podniósł mnie i przybił do ściany. 
-Zadam ci jedno małe pytanie... czy  chcesz iść ze mną do łóżka?- zamarłam.
-Nie!!!
-Jak chciałaś- chłopak zaczął całować mnie po szyi. Próbowałam się wyrwać lecz im bardziej się szarpałam tym mocniej zaciskał ręce na moich nadgarstkach. Zaczął ocierać kroczem o mój brzuch. Od tego zaczęło mnie mdlić. Po jakimś czasie zobaczyłam klucz leżący na murku, więc postanowiłam zaryzykować. Kopnęłam Kastiela w krocze na co on zwinął się z bólu. Pobiegłam do murku chwyciłam klucz i skierowała kroki w stronę drzwi. Niestety chłopak  mnie dogonił. Ponownie przygwoździł mnie do ściany. Teraz dopiero zauważyłamm jakie ma piękne brązowe oczy, ale teraz to nie było najważniejsze. Nie broniłam się już bo wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Brązowooki zaczął powoli ściągać ze mnie ubrania gdy nagle zadzwonił dzwonek na przerwę. Kastiel stał się nerwowy. Puścił mnie i rozejrzał się dookoła.  Zsunęłam się po ścianie i chowając twarz w dłoniach zaczęłam płakać. Gwałciciel podszedł do mnie i uderzył mnie z liścia.
-Cicho siedź- wycedził przez zęby- zaraz nauczyciele przyjdą tu na zebranie- na te słowa zaczęłam płakać jeszcze głośniej. Kastiel w końcu puścił mnie wolno.
-Jeszcze cię dorwę. Jeszcze żadna mi się nie oparła i ty tez taka nie będziesz- wybiegłam z pomieszczenia i pobiegłam do domu. Lecz coś skusiło mnie abym weszła do parku.  Usiadłam na ławce i zapatrzyłam się w fontannę
-O! Cześć! Czemu tak nagle uciekłaś?- słysząc ten głos zesztywniałam a po plecach popłynął mi zimny pot.

piątek, 26 lutego 2016

OGŁOSZENIE

W końcu udało mi się rozwiązać problem związany z udostępnianiem zdjęć. Wiem, że główna bohaterka kompletnie nie przypomina anime, które dodałam ale ta wersja jakoś bardziej mi się podobała. A! przepraszam ale rysowałam na szybko. W zamian za baaardzo rzadko dodawane rozdziały pod każdym postaram się dawać ilustracje :) A  teraz proszę bardzo:
Wiem, że słabo widoczne ale inaczej się nie da :( Postaram się jeszcze to dopracować... zachęcam do komentowania :)

niedziela, 7 lutego 2016

ROZDZIAŁ 2

Leżałam na podłodze w kałuży łez. W głowie ciągle brzmiały mi słowa z liściku. Czemu one to zrobiły? Nawet nie mam jak dojść do nowego domu ponieważ adres był zapisany na papierach.
-Jak mogły o mnie zapomnieć!!! Jak mogły!!! Nienawidzę was!!! Nienawidzę!!!
-Ale czemu nas nienawidzisz? My cię nie zostawiamy... Nicole, obudź się. Wszystko już w porządku- z snu wyrwał mnie ciepły głos rodzicielki. Zerwałam się z łóżka i przytuliłam mamusię. Opowiedziałam jej mój sen i zaczęłam płakać.
-Przecież my nigdy byśmy cię nie zostawiły!!! Kochamy cię!!!
-Teraz już wiem, Ze nigdy mnie nie opuścicie... a poza tym to by było chore! Zostawić mnie bez adresu i praktycznie bez jedzenia po to abym się wyspała?! Pfffff... Chodźmy... Mamy jeszcze dużo rzeczy do spakowania- nagle jak za pomocą dotknięcia różdżki usłyszałam wiadomość sms-a. Odebrałam wiadomość i od razu złapałam się szczęśliwa za głowę.
-Słuchajcie... Możemy sprzedawać meble. Sprzedamy meble i zostaniemy za nie pieniądze a Bruno namówił już naszych pracodawców by kupili nam świeżutkie piękne mebelki!!! A teraz chodźcie, bo gadamy już tak pół godzina a czas leci- zaczęłyśmy opróżniać wszelkie szafki, szafeczki i półeczki. Wrzuciłyśmy wszystkie rzeczy z domu w jedno miejsce i zaczęłyśmy je sobie rozdzielać i wyrzucać niepotrzebne. Zajęło nam to jakieś dwie godziny. Potem zaczęłyśmy pakować rzeczy do wszelkich kartonów, plecaków, toreb i torebek. Ta część zajęła nam jakieś półtorej godziny. Była 7:00. Czekała nas jeszcze długa podróż więc z trudem pożegnałyśmy się z domem w, którym się wychowałyśmy i po raz ostatni przekroczyłyśmy próg mieszkania. Bruno już czekał.
-Gotowe na podróż do nowego domu?
-Gotowe!!!- z dziwnym ściskiem w sercu spojrzałam na dom i poczułam łzy. Może i ten dom był mały ale wiązało się z nim mnóstwo pięknych wspomnień. Bruno skierował  auto w stronę stacji kolejowej. po pół godziny byłyśmy na miejscu. Wsiadłyśmy do pociągu i odjechałyśmy. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, ale gdy przyjechałyśmy z godzinnym opóźnieniem Rose mnie obudziła ( nie tak jak w moim śnie ). Taxi zawiozło nas do średniej wielkości miasta. Stanęłyśmy przed naszym nowym domem i zatkało nas.
-Nie sądziłam, że będzie taki piękny!!!
-My też nie- Rose i mama odpowiedziały chórem. To był ogromny biały dom z piętrem i pięknym tarasem. Na piętrze były trzy balkony ( pewnie od pokoi ). Ten widok mnie zachwycił. Wbiegłam do domu. Zobaczyłam piękny salon o ciemnych panelach. Na ścianie widniała ogromna plazma, a przed nią beżowa, duża kanapa. Z salonem kuchnia łączyła się blatem przy, którym stały wysokie krzesła jak w barze. Ściany były błękitnego koloru. Moją uwagę przykuły duże schody z poręczą. Ściągnęłam buty w małym przedsionku połączonym z salonem i zawiesiłam kurtkę na wieszaku. W tym momencie do domu weszła mama z Rose i oniemiały z wrażenia, ja w tym czasie wspinałam się po schodach. Spojrzałam na krótki korytarz o jaśminowych ścianach i o czterech parach jasno-brązowym kolorze. Podeszłam do pierwszych z nich po prawej i otworzyłam. Ujrzałam dość duże pomieszczenie. W prawym rogu z tyłu pokoju stało duże łóżko o granatowej pościeli. Koło łóżka stała mała szafka nocna z lampką. Na lewej ścianie stała szafa i duża półka z książkami. Za półką z książkami znajdowało się wejście na balkon. Obok wyjścia stało duże biurko, a nad nim okno. ściany pokrywała turkusowa farba z pięciolinią, kluczem wiolinowym i nutami. Na jasnych panelach leżał biały puchaty dywan. Po prawej stronie drzwi była duża tablica magnetyczna a na niej napis "Witaj w domu Nicole!". Strasznie mnie to rozczuliło. Położyłam się na łóżko. Było strasznie wygodne. Do pokoju weszła moja rodzinka
-No wiecie co? Tak bez pukania?- uśmiechnęłam się a one odwzajemniły uśmiech.
-A skąd wiesz, że to twój pokój?- spytała Rose a ja wskazałam tylko ruchem głowy na tablicę- A no chyba,że tak.
-Chodźmy do twojego pokoju. Pewnie to ten następny- z trudem zeszłam z łóżka i skierowałam się w stronę drzwi. Jednak nie myliłam się. Weszłyśmy do jasnego pokoju urządzonego w angielskim stylu. Cała Rose. Jej pokój był trochę większy niż mój,  ale nie byłam o to zazdrosna. Na środku lewe ściany stało duże łóżko z ramą na górze, na której swobodnie zwisała pudrowo niebieska zasłona.Reszta łóżka była biała. Na przeciwko łóżka stało duże białe biurko. Na nim stała lampka w kształcie karuzeli z konikami i filiżankę na kredki i ołówki. Po lewej stronie łóżka stała duża równie biała szafa pełna staroświeckich ubrań. Oczywiście zwykłych ubrań też tam nie zabrakło. Na tylnej ścianie było wejście na balkon i okno. Pod oknem stał oczywiście też biały ale tym razem mały stoliczek i krzesełko. Na stoliczku stał porcelanowy (biały) serwis do herbaty w blado różowe wzorki i kwiatuszki. Ściany były pudrowo różowego koloru a panele białe. Pokój był śliczny! Oczywiście nie, że zazdrościłam jej pokoju bo nie mam takiego stylu i mój pokój podobał mi się bardziej. Potrzebował tylko lekkiego przemeblowania.
-Ale on piękny!!!- siostrzyczka złapała się za głowę i rzuciła się na łóżko.
-Chodź mamo. Niech Rose nacieszy się pokojem a my obejrzymy twój i łazienkę-weszłyśmy  za drzwi pomieszczenia na przeciwko pokoju Rose. Był to pokój mamy. Pomieszczenie dość małe o beżowych ścianach i jasno- brązowych panelach, na których leżał puchaty, ciemno- brązowy dywan. Na środku tylnej ściany stało naprawdę, ale to naprawdę ogromne łóżko drewnianym obramowaniu i beżowej pościeli. Obok łóżka stała szafka nocna a na niej lampka nocna i nowiutki pokrowiec na okulary do czytania.  Na lewej ścianie stał równie ogromny regał z książkami i pamiątkami rodzinnymi. Zaś na prawej ścianie duże okno, wejście na balkon i biurko z szafkami na wszystkie dokumenty, których mama miała pełno. Na biurku stała biała lampka a obok niej kubek na długopisy, a nad biurkiem pełno półek i tablica korkowa. Obok biurka stała szafa. To był cały opis pokojów. Została tylko łazienka. Było to pomieszczenie o ścianach wyłożonymi kafelkami w morską mozajkę i białymi kaflami na podłodze. W prawym rogu stała kabina prysznicowa. Koło niej stała umywalka jakby włożona w szafkę pełną czystych dużych ręczników i kosmetyków. Nad umywalką wisiało lustro. Naprzeciwko umywalki był kibelek a koło niego pralka. Tak z grubsza wyglądał cały nasz nowy. Dom był cudowny!!! Poszłam do swojego pokoju i szafę z regałem przeniosłam na stronę biurka, a biurko w stronę szafy. Rozpakowałam się i zapukałam do pokoju mamy
- Mamo, idę do liceum pozałatwiać te sprawy związane z liceum. Daj mi te dokumenty to   potem będziemy miały spokój i spędzimy jakoś ten wieczór.- mama bez słowa podała mi dokumenty i zabrała się do ponownego rozpakowywania się. Zeszłam na dół, ubrałam buty i za pomocą mapki w komórce skierowałam się w kierunku liceum. Po dziesięciu minutach stałam pod ogromnym biało- niebieskim liceum, na którym wisiało logo- babeczka. Weszłam do środka i od razu na kogoś wpadłam. Jak to ja... zawrze przyciągam do siebie pecha.
-Ej! Uważaj jak chodzisz!... Mmm... a kogo ja tu widzę? Cześć śliczna- czerwonowłosy chłopak spojrzał na mnie szyderczo.
-Spadaj! Chcę tylko załatwić te głupie formalności i spędzić chodź trochę czasu z rodziną!!!
-Dobrze już dobrze- czerwonowłosy podał mi rękę. Wstałam i spojrzałam na niego.
-A tak w ogóle to jak masz na imię panie dżentelmenie?- uśmiechnęłam się głupkowato.
-Pozwoli zacna pani iż ujmę to w sposób prosty. Jestem Kastiel- wystrzeżył do mnie białe kły.
-Miło mi panie Kastielu. ja mam na imię Nicole.
-Mi też miło panienko Nicole.
-Zna pan dżentelmen nijakiego pana Nataniela?- w tym momencie Kastiel spowarzniał. Spojrzał na mnie obojętnie i wskazał na jakieś drzwi.
-Chodzi ci o tego gospodarzyka? Tam jest. tylko uważaj na niego. On gryzie- odszedł. Z uśmiechem skierowałam się w stronę wskazanych przez Kastiela drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam siedzącego przy biurku w śród papierów blondyna.
-Dzień- dobry. Czy to ty jesteś Nataniel?
-Tak. A ty pewnie jesteś Nicole?- blondyn podniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się do mnie.
-Dokładnie. Proszę. Tu są wszystkie dokumenty.
-A jest tu zdjęcie?
-Jakie zdjęcie... aaaa te zdjęcie. A czy wiesz przypadkiem gdzie można je zrobić?
-Koło szkoły jest bazar. Pierwsze zdjęcie zrobisz za darmo. A tu masz plan lekcji. Jutro zaczynasz naukę. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia- skierowałam się na bazar. Gdy już się na nim znalazłam ułożyłam tylko fryzurę i poprawiłam makijaż. Byłam gotowa. Miły pan zrobił mi zdjęcie i poprosił o wpisanie imienia i nazwiska aby się już nie pomylił w darmowych zdjęciach. Zrezygnowana poszłam do domu. Spojrzałam na plan lekcji. W sumie nie był taki zły.
-Jestem!!!- krzyknęłam zza progu gdy weszłam o domu. Mama i Rose siedziały już na kanapie z filmem w ręce i miską popcornu. Jutro do szkoły więc trzeba miło spędzić czas...

czwartek, 4 lutego 2016

WESOŁEGO TŁUSTEGO CZWARTKU!!!!!!!!!!

Rozdział juz w trakcie tworzenia. Przepraszam ale ostatnio mam pełno sprawdzianów związanych z zakończeniem semestru. Za przeprosiny wstawiam pączka. (znowu) :)

niedziela, 24 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 1

Przytuliłam się do poduszki i obróciłam się na drugi bok. Była godzina 4:48. Z niecierpliwością czekałam na alarm budzika. Wstałam i skierowałam się do okna. Tak bardzo tęskniłam za latem kiedy o tej godzinie słońce powoli wchodziło na niebo... teraz trzeba patrzeć na gwiazdy blado migoczące na niebie. W końcu jednak poczułam zmęczenie. Weszłam pod ciepłom kołdrę i pewnie już miałabym zasnąć gdy nagle: Drrrrrrrrr...
-Czy ty się na mnie do końca uwziąłeś?!
-Chyba tak!- usłyszałam miły głos Rose.
-O! Cześć Rose! Widzę, że już się obudziłaś!- wstałam i podeszłam do szafy.
-Jak widać tak- uśmiechnęła się do mnie a ja z impetem rzuciłam w nią dresem i bielizną, sama zaś ubrałam się w podobny komplet. Poszłam do kuchni zrobić sobie kawę, która dała mi porządnego kopa. Po wypiciu parującego napoju poszłam umyć zęby i spiąć włosy w wysoki kucyk. Nawet nie robiłam makijażu bo wiedziałam, że w studiu fotograficznym wytapetują mnie tak, że będę miała ciężką twarz. Po dziesięciu minutach byłam gotowa, i zaganiałam Rose do wyjścia. Pożegnałyśmy się z mamą, ubrałyśmy gruby polar z kapturem i zarzucając  kaptur na głowę wyszłyśmy z domu kierując się w stronę czarnego volkswagena.
-Dzień-dobry panie Bruno!!!-jednakowo przywitałyśmy się z młodym kierowcom.
-Dzień-dobry dziewczynki!!!- kierowca uśmiechnął się do nas, a my odwzajemniłyśmy uśmiech. Jechaliśmy może z godzinę i byliśmy na miejscu. Podziękowałyśmy panu Brunowi i ruszyłyśmy w stronę ogromnego budynku. Jak zwykle sesja była strasznie ciężka a ja musiałam całować się z jakimiś obrzydliwymi facetami. Potem ja i Rose grałyśmy jakiś głupi koncert i jak zwykle nic za to nie dostałyśmy.
***
Siedziałyśmy przy stoliku w malutkiej kawiarence i zajadałyśmy kruche ciasto popijając je kawą zbożową. Rozmawiałyśmy o jakiś błahostkach dotyczących festynu na, którym miałyśmy wystąpić z jakimś nieznajomym nam buntownikiem. Taki pomysł niezbyt nam się podobało raczej stawiamy na klasykę anie na jakiegoś rocka czy coś w tym stylu. Właśnie skończyłyśmy jeść te pyszności i miałyśmy zbierać się do domu gdy podbiegł do nas zdyszany Bruno.
-Dziewczyny!!! Mam dla was wspaniałą wiadomość!!!- kierowca podał nam plik kartek. Zerknęłam na niego i od razu mnie zatkało.
-O MATKO!!!
- Co jest! Co jest!
Bruno! Dziękuję!- przytuliłam się do mężczyzny na co on mocno się zarumienił, a Rose zaczęła się śmiać.- Czy mógłbyś podwieźć nas do domu?- uśmiechnęłam się do niego.
-Oczywiście panienko- weszliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu.


***
-Mamo, mamo!!!
-Co się stało?!
-No właśnie! Nicole! Co się stało?!
-Przeprowadzamy się! Przeprowadzamy się! Dostałyśmy ogromny dom z ogromną działką! Będziemy miały swoje pokoje, kuchnie, salon, łazienkę, jadalnie,przedsionek i naprawdę duży ogród ze szklarnią!!!
-O matko!!! Dziewczynki!!! Aż tak się napracowałyście!?
-W sumie to faktycznie to była nasza najtrudniejsza sesja, ale czy to się teraz liczy?! Mamo! My się przeprowadzamy!!! Więcej sesji nie będzie!!! Nie będziemy występować z tym buntownikiem i ogólnie, zero sesji!!! 
-Och Nicole!!!-młodsza siostra przytuliła się do mnie.-Ale zaraz...-wyrwała mi z ręki plik kartek.-Zaraz, spójrzcie, tu piszą ,że przeprowadzka obowiązkowo jutro rano o 8:00!!! Przecież to strasznie mało czasu!!!
-Co!!! Dziewczynki! Idźcie spać. Jutro rano o 3:00 pobudka.-poszłam wziąć prysznic, umyć zęby i takie tam.Po pół godziny byłam gotowa. Położyłam się do łóżka i nawet nie wiem kiedy zasnęłam... obudziłam się gdy słońce świeciło na niebie. Mocno zdziwiłam się gdyż o 3:00 nawet latem jeszcze nie ma słońca. Spojrzałam na zegarek... 9:53!!! Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do sypialni mamy. Nic tam nie było. Zero mebli i tylko puste ściany. Obeszłam cały dom i w całym mieszkaniu znalazłam tylko moje łóżko, dres na zmianę i talerz na, którym była kromka suchego chleba. Obok talerza leżała szklanka wody i karteczka z napisem: "Kochana Nicole. Nie chciałyśmy cię budzić  bo słodko spałaś, ale żałuj bo dom jest piękny!!! No ale cóż... chciałaś to masz! A! Jutro pójdziesz pieszo na sesje bo Bruno już nie chce z tobą pracować."- Przerażona położyłam się na podłodze i zaczęłam płakać... 
-Zapomniały o mnie, zapomniały...





Cześć!!! Jak obiecywałam szybko dodałam rozdział.Wiem, że jest krótki ale jeszcze nie dopracowałam bloga. Przepraszam za wszystkie błędy i przykro mi ale wystąpił jakiś błąd w wysyłaniu zdjęcia bohaterki więc dam zdjęcie anime na, której mniej-więcej się wzorowałam, a kiedy już rozwiąże ten głupi problem to je dodam. Piszcie czy wam się podobało i czy tym razem lubicie rosół, którego zdjęcie dodam w następnym rozdziale ;)
Do zobaczenia w następnym rozdziale!!!