czwartek, 31 marca 2016

 100 wyświetleń!!! jestem "świeżą" blogerką i  jest to dla mnie niesamowicie dużo. Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału ale jak już wspominałam (chyba... jestem strasznym sklerotykiem XD) maaam starszą siostrę, która przywłaszcza sobie komputer. A teraz rozdział  😄

                            

                                         ROZDZIAŁ 4

Gwałtownie obróciłam się z duszą na ramieniu wyobrażając sobie Kastiela stojącego za mną i szczerzącego na mnie białe kły. Lecz ku mojemu zdziwieniu ujrzałam tam białowłosego opierającego się o oparcie mojej ławki. Uspokoiłam się, ale na myśl o tym, że Rozalia gdzieś tu czycha przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. 
-Cześć? To znaczy eeee...
    Najlepsze było to, że oprócz Rozalii nie miałam powodu by mieć do niego jakieś zrażenie a jednak starałam się go unikać jak mysz kota. Róóżno-oki przeleciał mnie wzrokiem po czym ze zdziwieniem zapytał
-Czemu jesteś w stroju gimnastycznym?
   Faktycznie... Dopiero teraz zauważyłam iż jestem nie przebrana a strój miałam w szafce. 
-Eeee... No wiesz zemdlałam a po-potem no i eeee... Co?
   Lysander zdjął płaszcz i narzucił mi go na ramiona. Powiedział, że odprowadzi mnie do szkoły bym mogła wziąć swoje rzeczy. Skierowaliśmy się w stronę szkolnego budynku.  Przez całą drogę nic nie pisnęłam. Nie minęła dziesięć minut jak już otwierałam szafkę. Wzięłam z niej rzeczy i skierowałam się w kierunku toalet. Białowłosy zatrzymał się przed drzwiami i oparła się o ścianę. Przebrałam się poprawiłam makijaż i wyszłam. O dziwo różno oki nadal opierał się o ścianę i zapisywał coś w małym zeszycie, z którego wystawało pełno karteczek samoprzylepnychobNa mój widok odbił się z gracją od ściany na której się opierał i w ułamek sekundy znalazł się obok mnie. Niepewnie ruszyłam w stronę wyjścia. Po jakimś czasie znudziła mi się ta cisza więc postanowiłam zagadać do Lysandra.
-Co pisałeś w tym zeszycie?
 Białowłosy spojrzał na mnie i z lekkim wachaniem odpowiedział
-Zapisuję w nim teksty moich piosenek.
 Z zaciekawieniem spojrzałam na chłopaka i zaryzykowałam kolejne pytanie.
-Mogę zerknąć?- różno oki zrobił się czerwony na twarzy.
-Kiedyś ci pokarzę, ale jeszcze nie dziś- jego mina nabrała tajemniczego wyrazu. Po chwili znaleźliśmy się w parku i usiedliśmy na ławce. Podciągnęłam kolana pod brodę i zapatrzyłam się w wodę spadającą kolejno po pułkach dużej, białej ozdobnej fontanny, gdy nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam na nim zdjęcie mamy. Nagle coś mnie tknęło. Zerknęłam na godzinę. 17:55!!! Nerwowo nacisnęłam zueloną słuchawkę.
-Mamo?!... Tak, tak już idę. Zasiedziałam się. Rozmawiałam z...- w tym momęcie spojrzałam na Lysandra-... Kolegą z klasy... To na razie- wstałam z ławki i pomachałam "koledze z klasy". -to na razie- uśmiechnęłam się do niego serdecznie.
-Do jutra.
 Odeszłam od ławki i pobiegłam di domu. Gdy już się w nim znalazłam krzyknęłam tylko "jestem!", zrobiłam sobie na szybko kanapkę z serem i pobiegłam do mojego pokoju. Strasznie bolała mnie głowa. Ale miałam ochotę nieco wyciszyć się przed snem. Wyciągnęłam z szafy gitarę i zaczęłam grać cichą piosenkę. Muzyka to moje życie. Nie jakieś  tam głupie sesje czy coś. Gram na gitarze, flecie, keyboardzie i hskrzypcach. Choć znając moją starą nauczycielkę muzyki to strasznie mało.
Ale teraz już praktycznie nie myślałam. Kręciło mi się w głowie. Wzięłam mój ulybiony ręcznik i poszłam wziąć ulubionom ciepłą kompiel z płynem o zapachu jabłka i cynamonu. Kąpiel trwała bardzo długo lecz w pewnym momencie stwierdziłam że moje dłonie są dość pomarszczone. Wychodząc z pod kabiny włączyłam dmuchawe i ustawiłam ją na trzydzieści stopni tak by ocieplała całą łazienkę. Ubrałam się w wygodne, czarne, dresowe spodnie i w luźny, miętowy top. Rzczesałam moje włosy i związałam je niedbale w wysokiego kucyka. Przeciągając się wyszłam z łazienki i skierowałam sie do mojego pokoju. Mimo wczesnej godziny otuliłam się w ciepły koc i wgramoliłam się pod kołdrę nastawiając budzik na szóstą. Nie wiem kiedy zasnęłam, ale wiem, że mój sen był bardzo świadomy. Szłam korytarzami szkolnymi gdy nagle Roza złapała mnie za rękę. Ciągła mnie mówiąc, że Lysander chce się ze mną spotkać a ja próbowałam się wyrwać. Zaciągnęła mnie na dziedziniec i nagle usłyszałam za mną głośne krzyki Kastiela. Przerażona odwruciłam głowę gdy nagle krzyki przeobraziły się w brzęczenie budzika. Zorientowałłam się, że jest ranek i zmusilam się by otworzyć oczy. Po chwili mi się udało. Lecz gdy w końcu moje oczy przyzwyczaiły się do światła dziennego i wstałam, od razu upadłam na łóżko. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Złapałam się za pulsujące skronie. To pewnie z przemęczenia. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i...
-Dwunasta!?- szybko zbiegłam na dół.
-Nicole!!! Jak ty wyglądasz!!! Jesteś strasznie blada... do łóżka zaraz przyniosę ci śniadanie. - mama pogoniła mnie do pokoju ruchem ręki. Zdziwiłam się, że nie zapyttała dlaczego nie jestem w szkole. Otuliłam się kocem i usiadłam na podłodze opierając się na łóżku. Po chwili mama weszła do pokoju z tacą pełną  naleśników. Bez słowa wzięłam tacę z rąk mamy i cicho zjadłam po czym oddałam ja z powrotem. Leniwie wstałam, ubrałam kapcie i weszłam na balkon. To co tam zauważyłam wstrząsnęło mną do ostatku...


wtorek, 29 marca 2016

OGŁOSZENIE

Mam do was małe pytanko dotyczące rozdziałów. Czy chcecie rozdziały częściej ale krótrze czy długie ale rzadziej? Piszcie w komętarzach... A! Mam też bardzo ważne ogłoszenie... Mam już ponad 100 wyświetleń za co szczerze dziękuję 😊 ale więcej o tym w następnym rozdziale. Czekam na komętarze 😉

wtorek, 1 marca 2016

ROZDZIAŁ 3


Zadowolona usiadłam między mamusią a siostrzyczką i spojrzałam na płytę
-Znowu jakiś romans?-  uderzyłam się otwarta dłonią w czoło. Zostałam jednak by spędzić czas z dziewczynami. Po jakiejś godzinie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otworzę!- podeszłam do drzwi i szybko je otworzyłam
-Witaj Bruno!!! Co cię sprowadza do naszych skromnych progów?- uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Cześć Niki. Przyniosłem ci książki na jutro. Rozmawiałaś z paniczem Natanielem?
-Tak. Mam już wszystkie potrzebne rzeczy. Dobranoc.
-Dobranoc- zamknęłam drzwi i przetarłam oko dłonią ze zmęczenia.
-Idę już spać. Dobranoc
-Dobranoc- odpowiedziały chórem dziewczyny. Weszłam po schodach do mojego pokoju, spakowałam się, wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i otuliłam się ciepłą kołderką. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
                                                                  ***
Obudził mnie dźwięk budzika. Z trudem zeszłam z mojego wygodnego łóżka i skierowałam się w stronę szafy. Wyciągnęłam z niej ciemne dżinsy i blado- różową tunikę na grubych ramiączkach. Poszłam do łazienki i wzięłam chłodny prysznic. Ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż. Związałam moje kruczoczarne włosy w warkocz i związałam różową wstążką w kokardę na końcu. Gotowa zeszłam na dół na śniadanie. 
-Cześć!!!- powiedziałam siadając koło Rose i spoglądając na talerz z goframi i parującą zbożową kawę
-Cześć!!!- odpowiedziały jak to miały w zwyczaju, chórem dziewczyny. Szybko zjadłam śniadanie i rzucając ciche "na razie" ubrałam szary płaszcz i różowe balerinki. Chwytając torbę wyszłam z domu i skierowałam się w stronę przystanku autobusowego. Wsiadłam do autobusu i rozejrzałam się w poszukiwaniu wolnego miejsca. Jedyne było koło Kastiela. 
-Nie mogłaś usiąść gdzieś indziej?- widać było, że straszne się zirytował.
-Nie, nie mogłam! Jak widzisz nie ma innych wolnych miejsc- spokojnie usiadłam koło czerwonowłosego, nałożyłam nogę na nogę, założyłam ręce na piersi i spojrzałam przed siebie. Kątem oka widziałam, że Kastiel chciał jeszcze coś powiedzieć ale zrezygnował. Przez resztę drogi nie rozmawialiśmy. Po paru minutach zobaczyłam już budynek liceum. Spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze  dziesięć minut do początku lekcji. Jak tylko autobus stanął pobiegłam do pokoju gospodarzy. 
-Dzień dobry Natanielu. Czy mogłabym dostać kluczyk do szafki?
-O! Cześć Nicole. Jasne, ze ci dam. to w końcu twoja szafka- blondyn pogrzebał w kieszeni po czym podał mi mały zloty kluczyk z breloczkiem przedstawiającym logo szkoły.
-Dziękuje- wyszłam z pomieszczenia i spojrzałam na kluczyk. Na breloczku był numer szafki- 112. Szłam korytarzami w kierunku mojej szafki. Po chwili otworzyłam ją i włożyłam tam zbędne rzeczy. Miałam teraz wychowawczą. Moim wychowawcą była pani Hilson. Słyszałam, że jest ona jedną z najlepszych nauczycieli więc byłam na nią bardzo pozytywnie nastawiona. 
Gdy weszłam do klasy została jeszcze minuta do rozpoczęcia zajęć. Rozpakowałam się i rozejrzałam się po klasie. Wszyscy bacznie mi się przyglądali. Uwagę przykuła mi pewna dziewczyna o długich, białych, gęstych włosach i o złocistych oczach. Miała twarz zaraz koło mojej i uśmiechała się przyjaźnie.  
-Cześć?- powiedziałam niepewnie i odchyliłam głowę do tyłu. Dziewczyna spojrzała na mnie z oburzeniem.
-Ej! To ja zawsze pierwsza mówię cześć!- po czym znów na jej twarzy zawitał uśmiech.- Cześć, jestem Rozalia a ty?
-J-ja jestem Nicole...- jeszcze bardziej odchyliłam głowę do tyłu
-No nie wstydź się już- Rozalia zbliżyła się do mnie, ale w tym momencie zadzwonił dzwonek na lekcję. Do klasy weszła wysoka, szczupła kobieta o blond włosach spiętych w wysoki kucyk i o uśmiechniętych, dużych pistacjowych oczach. Spojrzała na mnie wesoło i ruchem ręki przywołała mnie do siebie. Niepewnie wstałam z ławki i skierowałam się do kobiety. Podała mi rękę, i powiedziała ciche "dzień dobry". Po chwili w klasie rozbrzmiał się jej ciepły głos.
-Dzień dobry dzieci... powitajmy nową uczennice naszej klasy. Mam nadzieję, że nie będziecie dla niej niemili i przyjmiecie ją bez najmniejszego problemu- w tym momencie spojrzała na jakąś blondynkę. Następnie dała mi głos.
-Eeee... no więc.... cześć... nazywała się Nicole Evans i...- w tym momencie jakaś dziewczyna z tyłu klasy wzięła głos.
-O matko! To ty bierzesz udział w tych sesjach zdjęciowych? Czy to naprawdę ty?
-Nooo... tak- powiedziałam strasznie zmieszana- ale wolałabym żebyście brali mnie za zwyczajną dziewczynę. No to na czym ja... aha! Mam siedemnaście lat, Młodszą siostrę Rose i kotkę. I jak już mówiłam proszę was o uważanie mnie za zwykłą uczennice tej szkoły. To chyba wszystko?- spojrzałam niepewnie na nauczycielkę, a ona przytaknęła mi głową na znak, że mogę odejść. Poszłam do ławki i zaczęłam bawić się długopisem. -Moi drodzy... wyciągnijcie zeszyty korespondencji i  zapiszcie: "We wtorek za dwa tygodnie odbędzie się bieg na orientacje. Chętne pary niech zgłoszą się do pana Borysa. Opłata za osobę to trzydzieści  złotych."
     Resztę lekcji spędziłam na słuchaniu o tym "biegu na orientacje".  W końcu zadzwonił ubłagany dzwonek na przerwę. Wybiegłam z klasy i już miałam skręcić w stronę pracowni plastycznej gdy nagle czyjaś ręka pociągnęła mnie do siebie. Nie trudno było odgadnąć, że to Rozalia.
-Mówiłam już żebyście brali mnie za zwykłą dziewczynę!- powiedziałam lekko już podenerwowana. 
-Ale ja nawet nie wiedziałam, że istniejesz! Chciałam cię tylko i wyłącznie poznać i oprowadzić po szkole! A teraz chodź- znowu poczułam szarpnięcie ręki i wbrew mojej woli białowłosa zaczęła mnie gdzieś ciągnąć. Biegłyśmy po korytarzu a Rozalia po kolei wskazywała na drzwi i mówiła nazwę pomieszczenia. To było tak ekspresowe oprowadzenie, że kiedy znów znalazłyśmy się pod pracownią było jeszcze pięć minut do dzwonka.
-No a teraz najistotniejsza rzecz- powiedziała uśmiechnięta dziewczyna- czy masz chłopaka?-  To pytanie bardzo mnie speszyło aczkolwiek miałam kiedyś chłopaka, który zdradził mnie z jakąś wytapetowaną niunią.
-Nie?- teraz dostrzegłam naprawdę wielki uśmiech na twarzy złotookiej. 
-To ja już mam na niego kandydata... znasz Lysandra? No wiesz ten co ciągle gubi notatnik i wszystkich prosi o pomoc w znalezieniu go.
- No wiesz... ja jestem w tej szkole- w tym momencie spojrzałam na zegarek- niespełna dwie godziny.
-No to muszę cię z nim zapoznać!- ręka białowłosej znowu powędrowała na mojej i już przygotowałam  się na szarpnięcie gdy nagle uradowana usłyszałam głos dzwonka. Z ulgą skierowałam się do pomieszczenia i usiadłam z tyłu koła okna. Po chwili do klasy wszedł nauczyciel i jak to nauczyciele przywitał się z nami. Rozejrzałam się po jasnym pomieszczeniu o błękitnych ścianach. Zobaczyłam, że czerwonowłosego nie ma w klasie. Ale nie przejmowałam  się tym. Kastiel nic a nic mnie nie obchodził. Teraz  skupiłam się na plastyce. Nauczyciel przywitał się ze mną i rozdał wszystkim kartki. 
- Dziś daje wam prawo wyboru. Rysujcie co chcecie rysować. Ale ma być szkic- zaczęłam szkicować łąkę. Nie miałam wprawy w rysowaniu  ale jakoś mi poszło. Na koniec lekcji dostałam słabą piątkę. Wiedziałam, że Rozalia zaraz na mnie naskoczy, dlatego pobiegłam na dziedziniec. Zobaczyłam czerwonowłosego siedzącego pod drzewem i palącego papierosa. Podeszłam do niego i założyłam ręce na piersi, na co on podniósł obojętnie głowę.
-Czego?
-Wagarujesz?
-Bo co?- zmarszczył brwi
-A nic, nic tylko wiesz, że przez coś takiego możesz nie przejść do następnej klasy?
-A co myślisz? Mam dziewiętnaście lat, może chciałbym ukończyć budę ale komu by się chciało chodzić na lekcję?
-Ale gdy się postarasz przez dwa lata to w końcu tą budę ukończysz- uśmiechnęłam się zadziornie do chłopaka, na co on tylko prychnął. Odeszłam od niego i zapatrzyłam się w ziemię. Nagle na kogoś wpadłam. Spojrzałam na białowłosego, wysokiego chłopaka o dziwnych oczach. Jedno było zielone a drugie złociste. Jego końcówki włosów były czarne. On zaś ubrany był w strój epoki Wiktoriańskiej. 
-O! Przepraszam!- chłopak podał mi rękę, a ja skorzystałam.- Jestem Lysander.
-Lysander?- zdrętwiałam na głos jego imienia.- aa-acha... to f-fajnie, j-ja chyba musz-szę już iść- pobiegłam do szafki. Gdy już zobaczyłam, że "niebezpieczeństwo" minęło wzięłam z szafki strój na W-F  i skierowałam się do szatni. Było w niej pełno dziewczyn. Rozalia przedstawiła mnie kilku dziewczynom. Była tam ruda dziewczyna o imieniu Iris, dziewczyna o kruczoczarnych włosach i o ciemnej cerze o imieniu Kim, dziewczyna o fioletowych włosach o imieniu Violetta. Była też pomocniczka Nataniela- Melania, i szkolna reporterka- Peggy. Szybko się przebrałam i na styk a dzwonkiem weszłam na salę gimnastyczną. Tak zwany pan Borys podzielił nas na dwie grupy i zaczęliśmy grać w koszykówkę. Przynajmniej na tej lekcji Kastiel nie wagarował. Przeciwna drużyna miała przewagę ośmiu punktów. Zagapiłam się na kosz gdy nagle poczułam jak piłka uderzyła mnie w głowę z niesamowitą siłą. Upadłam na ziemię a powieki same zaczęły mi opadać na oczy. Ostatnią osobą, którą zobaczyłam była Rozalia pochylająca się nade mną i łaskocząca mnie włosami w nos. Obudziłam się w białym pomieszczeniu.  Nagle pochyliła się nade mną pielęgniarka szkolna. Przypomniałam sobie całą sytuację z piłką. Pielęgniarka pochyliła się nade mną z uśmiechem. 
-Możesz już iść, ale bądź ostrożna i nie rób gwałtownych ruchów. Masz jedną lekcję. Ale nie musisz na nią iść, masz tu zwolnienie- w tym momencie podała mi żółtą karteczkę. wstałam i wolnym krokiem skierowałam się w stronę klasy pana Frazowskiego. Po drodze myślałam o jednej rzeczy. Przecież nie można nie specjalnie z taką siłą uderzyć piłką. Tylko kto chciałby żebym straciła przytomność? Przeszłam koło pokoju gospodarzy gdy nagle drzwi do niego otworzyły się i wyszedł zza nich...
-Ken?!- spojrzałam zszokowana na chłopaka
- Nicole!!! Wiedziałem, że cię tu spotkam!!!- przytulił się do mnie a ja  próbując g ode mnie odciągnąć powiedziałam:
-A-a co ty tu robisz!!! 
-Stęskniłem się za tobą, a gdy dowiedziałem się, że się tutaj przeprowadziłaś to postanowiłem przeprowadzić się do innej szkoły
- I zmieniałeś dom by chodzić do tego liceum!!!
-Nie... ale dla ciebie warto wstać trochę wcześniej.
-Trochę! Przecież to z trzy godziny drogi! Ja też cię lubię i to nawet bardzo, ale... czy ty powariowałeś do reszty!
-Jak ty tak mówisz to chyba tak...-powiedział cicho chłopak. 
- No nic... muszę iść na lekcję. Ty chyba masz już iść do domu?
-Ech... niestety tak- ale w tym momencie Ken się ożywił- to do zobaczenia jutro!!!- odszedł a jak tylko wyszedł z budynku popędziłam do klasy fizycznej. Nagle przystanęłam. No tak... zasłabłam bo zaczęłam biec. A to przecież gwałtowny ruch. W końcu weszłam do klasy, przywitałam się i podałam nauczycielowi zwolnienie. Pan Frazowski  zakreślił coś w dzienniku i pożegnał się ze mną. Wolno kroczyłam korytarzami nie wiedząc co z sobą zrobić. Nagle z przez szkło jakiejś gabloty zobaczyłam czerwoną czuprynę. Podeszłam do wagarowicza.
-Co ty tu robisz?
-To samo co ty... wagaruje, a tak wogóle to o ci do tego?
- Po pierwsze- nie wagaruje bo dostałam zwolnienie od pielęgniarki, po drugie- to mi do tego, że chciałabym pozwiedzać jeszcze trochę szkołę bez wiedzy  tym, że kręcisz się po korytarzach.- na moje słowa Kastiel się ożywił. 
-Chcesz pozwiedzać budę tak? Chodź to pokażę ci fajne miejsce. 
-A co zrobisz kiedy powiem, że nie  zwiedzać szkoły z kimś a już szczególnie nie z tobą?
-Zrobię to co mam zrobić- czerwonowłosy złapał mnie za rękę i tak jak Roza- wbrew mojej woli pociągnął mnie po schodach na ostatnie piętro. Teraz dopiero zauważyłam, że od ostatniego piętra prowadzą jeszcze inne schody. Chłopak pociągnął mnie na nie i po chwili znaleźliśmy się pod jakimiś drzwiami. Kastiel wygrzebał z kieszeni pewnie ukradziony klucz i otworzy je. Od razu zgadłam, że znaleźliśmy się na dachu szkoły. Podeszłam do murku i spojrzałam na krajobraz znajdujący się za nim. Było tam widać całe miasto!!!
-O matko! Jak tu pięknie!!!
-Wiem. Dlatego cię tu przyprowadziłem- usiadł na murku i wyciągnął papierosa. Uśmiechnęłam się zadziornie i powiedziałam dla żartu
- Widzę, że się we mnie podkochujesz.- Kastiel podniósł na mnie wzrok i odparł.
-Nie tyle co mi się podobasz-  powiedział zamykając od środka drzwi, co niesamowicie mnie przeraziło- ale... a zresztą, róbmy co mamy robić- podszedł do mnie i złapał mnie za ręce, po czym podniósł mnie i przybił do ściany. 
-Zadam ci jedno małe pytanie... czy  chcesz iść ze mną do łóżka?- zamarłam.
-Nie!!!
-Jak chciałaś- chłopak zaczął całować mnie po szyi. Próbowałam się wyrwać lecz im bardziej się szarpałam tym mocniej zaciskał ręce na moich nadgarstkach. Zaczął ocierać kroczem o mój brzuch. Od tego zaczęło mnie mdlić. Po jakimś czasie zobaczyłam klucz leżący na murku, więc postanowiłam zaryzykować. Kopnęłam Kastiela w krocze na co on zwinął się z bólu. Pobiegłam do murku chwyciłam klucz i skierowała kroki w stronę drzwi. Niestety chłopak  mnie dogonił. Ponownie przygwoździł mnie do ściany. Teraz dopiero zauważyłamm jakie ma piękne brązowe oczy, ale teraz to nie było najważniejsze. Nie broniłam się już bo wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Brązowooki zaczął powoli ściągać ze mnie ubrania gdy nagle zadzwonił dzwonek na przerwę. Kastiel stał się nerwowy. Puścił mnie i rozejrzał się dookoła.  Zsunęłam się po ścianie i chowając twarz w dłoniach zaczęłam płakać. Gwałciciel podszedł do mnie i uderzył mnie z liścia.
-Cicho siedź- wycedził przez zęby- zaraz nauczyciele przyjdą tu na zebranie- na te słowa zaczęłam płakać jeszcze głośniej. Kastiel w końcu puścił mnie wolno.
-Jeszcze cię dorwę. Jeszcze żadna mi się nie oparła i ty tez taka nie będziesz- wybiegłam z pomieszczenia i pobiegłam do domu. Lecz coś skusiło mnie abym weszła do parku.  Usiadłam na ławce i zapatrzyłam się w fontannę
-O! Cześć! Czemu tak nagle uciekłaś?- słysząc ten głos zesztywniałam a po plecach popłynął mi zimny pot.