ROZDZIAŁ 4
Gwałtownie obróciłam się z duszą na ramieniu wyobrażając sobie Kastiela stojącego za mną i szczerzącego na mnie białe kły. Lecz ku mojemu zdziwieniu ujrzałam tam białowłosego opierającego się o oparcie mojej ławki. Uspokoiłam się, ale na myśl o tym, że Rozalia gdzieś tu czycha przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz.
-Cześć? To znaczy eeee...
Najlepsze było to, że oprócz Rozalii nie miałam powodu by mieć do niego jakieś zrażenie a jednak starałam się go unikać jak mysz kota. Róóżno-oki przeleciał mnie wzrokiem po czym ze zdziwieniem zapytał
-Czemu jesteś w stroju gimnastycznym?
Faktycznie... Dopiero teraz zauważyłam iż jestem nie przebrana a strój miałam w szafce.
-Eeee... No wiesz zemdlałam a po-potem no i eeee... Co?
Lysander zdjął płaszcz i narzucił mi go na ramiona. Powiedział, że odprowadzi mnie do szkoły bym mogła wziąć swoje rzeczy. Skierowaliśmy się w stronę szkolnego budynku. Przez całą drogę nic nie pisnęłam. Nie minęła dziesięć minut jak już otwierałam szafkę. Wzięłam z niej rzeczy i skierowałam się w kierunku toalet. Białowłosy zatrzymał się przed drzwiami i oparła się o ścianę. Przebrałam się poprawiłam makijaż i wyszłam. O dziwo różno oki nadal opierał się o ścianę i zapisywał coś w małym zeszycie, z którego wystawało pełno karteczek samoprzylepnychobNa mój widok odbił się z gracją od ściany na której się opierał i w ułamek sekundy znalazł się obok mnie. Niepewnie ruszyłam w stronę wyjścia. Po jakimś czasie znudziła mi się ta cisza więc postanowiłam zagadać do Lysandra.
-Co pisałeś w tym zeszycie?
Białowłosy spojrzał na mnie i z lekkim wachaniem odpowiedział
-Zapisuję w nim teksty moich piosenek.
Z zaciekawieniem spojrzałam na chłopaka i zaryzykowałam kolejne pytanie.
-Mogę zerknąć?- różno oki zrobił się czerwony na twarzy.
-Kiedyś ci pokarzę, ale jeszcze nie dziś- jego mina nabrała tajemniczego wyrazu. Po chwili znaleźliśmy się w parku i usiedliśmy na ławce. Podciągnęłam kolana pod brodę i zapatrzyłam się w wodę spadającą kolejno po pułkach dużej, białej ozdobnej fontanny, gdy nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam na nim zdjęcie mamy. Nagle coś mnie tknęło. Zerknęłam na godzinę. 17:55!!! Nerwowo nacisnęłam zueloną słuchawkę.
-Mamo?!... Tak, tak już idę. Zasiedziałam się. Rozmawiałam z...- w tym momęcie spojrzałam na Lysandra-... Kolegą z klasy... To na razie- wstałam z ławki i pomachałam "koledze z klasy". -to na razie- uśmiechnęłam się do niego serdecznie.
-Do jutra.
Odeszłam od ławki i pobiegłam di domu. Gdy już się w nim znalazłam krzyknęłam tylko "jestem!", zrobiłam sobie na szybko kanapkę z serem i pobiegłam do mojego pokoju. Strasznie bolała mnie głowa. Ale miałam ochotę nieco wyciszyć się przed snem. Wyciągnęłam z szafy gitarę i zaczęłam grać cichą piosenkę. Muzyka to moje życie. Nie jakieś tam głupie sesje czy coś. Gram na gitarze, flecie, keyboardzie i hskrzypcach. Choć znając moją starą nauczycielkę muzyki to strasznie mało.
Lysander zdjął płaszcz i narzucił mi go na ramiona. Powiedział, że odprowadzi mnie do szkoły bym mogła wziąć swoje rzeczy. Skierowaliśmy się w stronę szkolnego budynku. Przez całą drogę nic nie pisnęłam. Nie minęła dziesięć minut jak już otwierałam szafkę. Wzięłam z niej rzeczy i skierowałam się w kierunku toalet. Białowłosy zatrzymał się przed drzwiami i oparła się o ścianę. Przebrałam się poprawiłam makijaż i wyszłam. O dziwo różno oki nadal opierał się o ścianę i zapisywał coś w małym zeszycie, z którego wystawało pełno karteczek samoprzylepnychobNa mój widok odbił się z gracją od ściany na której się opierał i w ułamek sekundy znalazł się obok mnie. Niepewnie ruszyłam w stronę wyjścia. Po jakimś czasie znudziła mi się ta cisza więc postanowiłam zagadać do Lysandra.
-Co pisałeś w tym zeszycie?
Białowłosy spojrzał na mnie i z lekkim wachaniem odpowiedział
-Zapisuję w nim teksty moich piosenek.
Z zaciekawieniem spojrzałam na chłopaka i zaryzykowałam kolejne pytanie.
-Mogę zerknąć?- różno oki zrobił się czerwony na twarzy.
-Kiedyś ci pokarzę, ale jeszcze nie dziś- jego mina nabrała tajemniczego wyrazu. Po chwili znaleźliśmy się w parku i usiedliśmy na ławce. Podciągnęłam kolana pod brodę i zapatrzyłam się w wodę spadającą kolejno po pułkach dużej, białej ozdobnej fontanny, gdy nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam na nim zdjęcie mamy. Nagle coś mnie tknęło. Zerknęłam na godzinę. 17:55!!! Nerwowo nacisnęłam zueloną słuchawkę.
-Mamo?!... Tak, tak już idę. Zasiedziałam się. Rozmawiałam z...- w tym momęcie spojrzałam na Lysandra-... Kolegą z klasy... To na razie- wstałam z ławki i pomachałam "koledze z klasy". -to na razie- uśmiechnęłam się do niego serdecznie.
-Do jutra.
Odeszłam od ławki i pobiegłam di domu. Gdy już się w nim znalazłam krzyknęłam tylko "jestem!", zrobiłam sobie na szybko kanapkę z serem i pobiegłam do mojego pokoju. Strasznie bolała mnie głowa. Ale miałam ochotę nieco wyciszyć się przed snem. Wyciągnęłam z szafy gitarę i zaczęłam grać cichą piosenkę. Muzyka to moje życie. Nie jakieś tam głupie sesje czy coś. Gram na gitarze, flecie, keyboardzie i hskrzypcach. Choć znając moją starą nauczycielkę muzyki to strasznie mało.
Ale teraz już praktycznie nie myślałam. Kręciło mi się w głowie. Wzięłam mój ulybiony ręcznik i poszłam wziąć ulubionom ciepłą kompiel z płynem o zapachu jabłka i cynamonu. Kąpiel trwała bardzo długo lecz w pewnym momencie stwierdziłam że moje dłonie są dość pomarszczone. Wychodząc z pod kabiny włączyłam dmuchawe i ustawiłam ją na trzydzieści stopni tak by ocieplała całą łazienkę. Ubrałam się w wygodne, czarne, dresowe spodnie i w luźny, miętowy top. Rzczesałam moje włosy i związałam je niedbale w wysokiego kucyka. Przeciągając się wyszłam z łazienki i skierowałam sie do mojego pokoju. Mimo wczesnej godziny otuliłam się w ciepły koc i wgramoliłam się pod kołdrę nastawiając budzik na szóstą. Nie wiem kiedy zasnęłam, ale wiem, że mój sen był bardzo świadomy. Szłam korytarzami szkolnymi gdy nagle Roza złapała mnie za rękę. Ciągła mnie mówiąc, że Lysander chce się ze mną spotkać a ja próbowałam się wyrwać. Zaciągnęła mnie na dziedziniec i nagle usłyszałam za mną głośne krzyki Kastiela. Przerażona odwruciłam głowę gdy nagle krzyki przeobraziły się w brzęczenie budzika. Zorientowałłam się, że jest ranek i zmusilam się by otworzyć oczy. Po chwili mi się udało. Lecz gdy w końcu moje oczy przyzwyczaiły się do światła dziennego i wstałam, od razu upadłam na łóżko. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Złapałam się za pulsujące skronie. To pewnie z przemęczenia. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i...
-Dwunasta!?- szybko zbiegłam na dół.
-Nicole!!! Jak ty wyglądasz!!! Jesteś strasznie blada... do łóżka zaraz przyniosę ci śniadanie. - mama pogoniła mnie do pokoju ruchem ręki. Zdziwiłam się, że nie zapyttała dlaczego nie jestem w szkole. Otuliłam się kocem i usiadłam na podłodze opierając się na łóżku. Po chwili mama weszła do pokoju z tacą pełną naleśników. Bez słowa wzięłam tacę z rąk mamy i cicho zjadłam po czym oddałam ja z powrotem. Leniwie wstałam, ubrałam kapcie i weszłam na balkon. To co tam zauważyłam wstrząsnęło mną do ostatku...
-Dwunasta!?- szybko zbiegłam na dół.
-Nicole!!! Jak ty wyglądasz!!! Jesteś strasznie blada... do łóżka zaraz przyniosę ci śniadanie. - mama pogoniła mnie do pokoju ruchem ręki. Zdziwiłam się, że nie zapyttała dlaczego nie jestem w szkole. Otuliłam się kocem i usiadłam na podłodze opierając się na łóżku. Po chwili mama weszła do pokoju z tacą pełną naleśników. Bez słowa wzięłam tacę z rąk mamy i cicho zjadłam po czym oddałam ja z powrotem. Leniwie wstałam, ubrałam kapcie i weszłam na balkon. To co tam zauważyłam wstrząsnęło mną do ostatku...